Kolejny rok za nami, kolejny rok niesamowicie bogaty w wydarzenia i różne zwroty akcji. Czy u Was czas też wydaje się biec tak bezwzględnie szybko?
Ten rok u nas zdominowały dwa wydarzenia, mające olbrzymi wpływ na resztę naszego życia.
Po pierwsze wymarzona, wytęskniona i wyczekana przeprowadzka! Pod koniec maja udało nam się wreszcie przeprowadzić do nowego/starego domu i zakończyć najbardziej czasochłonny etap prac budowlanych! Wreszcie!
Jeszcze trochę remontu nas czeka w nadchodzącym roku (elewacja), ale przy tym co za nami to już bulka z masłem :)
Drugim, o wiele trudniejszym wydarzeniem była bardzo poważna, wielomiesięczna choroba mojej Mamy, która położyła się ponurym cieniem na nasze życie na ponad pół tego roku. Było bardzo niebezpiecznie, szczęśliwie jednak rok kończymy z bardzo dobrymi rokowaniami i dużą ilością nadziei.
Nie będę ukrywać, że obie te sprawy były nie bez wpływu na nasze możliwości podróżnicze. Szału nie było, ale i tak w porównaniu do zeszłym lat, odbijamy się!
A więc podsumowanie:
Odbyłam 7 podróży zagranicznych.Zaczęliśmy od ferii zimowych na
Półwyspie Arabskim, odwiedzając po raz kolejny Arabię Saudyjską, oraz nowe dla nas Bahrajn i Kuwejt. Potem była majówka na Maderze, która kusiła nas Wieczną Wiosną, a okazała się podarować bardziej chłodne przedwiośnie! Ale nie powiem, kilka pięknych, ciepłych momentów udało nam się tam złapać!
W wakacje odwiedziliśmy autem francuską Korsykę, która zdecydowanie nas zachwyciła. Po drodze zahaczyliśmy o Prowansję, Monako i Włochy.
W tym roku zrealizowałam też moje postanowienie wyjazdów solo z każdą z córeczek - z Różą byłam na 3 dni w sierpniu w deszczowym Oslo (Róża wyrosła nam na solidną backpackerkę, noszącą wreszcie swój plecak na plecach i bez skargi robiącą z nim 25k kroków dziennie!), z Florą w październiku na zalanej słońce Majorce, a z Werą pod koniec listopada na jarmarku świątecznym w Kolonii i Akwizgranie.
Udało mi się też wyjechać samej - na długi listopadowy weekend wybrałam się do nigdy jeszcze nie odwiedzonej przeze mnie Lizbony. Tylko z Rafałem nie udało mi się nigdzie solo wyjechać - nie zna ktoś może niani, której nie straszna byłaby trójka dzikich dzieci? :)
W tym roku podróżowałam głównie po pięknej Europie, z chwalebnym Arabskim Wyjątkiem. Odwiedziłam 12 krajów, z czego 2 były dla
mnie nowe (Bahrajn i Kuwejt), a licząc terytoria autonomiczne to jeszcze dwa (Madera i Korsyka).
Róża kończy ten rok z 49 krajami na koncie, Wero z 32, a Flora 23. Wiemy już, że w przyszłym roku na pewno wszyscy zwiększymy ten licznik :)
Znacznie więcej niż w zeszłych latach latałam
samolotem - 18 razy. Dwa razy tyle co poprzednio, choć do rekordowych lat to mi bardzo daleko :)
No i w tym roku zaliczyłam okrągły 300-tny lot!
W kwestii odwiedzania miejsc z
listy Unesco biedy nie było - 16 miejsc to całkiem dobry wynik (widzę tu pewną korelację z podróżowaniem po napakowanej unescowymi miejscami Europie :)).
Zaliczyliśmy wszystkie 3 wpisy w
Bahrajnie -
Qal’at al-Bahrain, Szlak Perłowy, Dilmun burial mounds, a także Saudyjską oazę
Al Ahsa. Na Maderze wędrowaliśmy po lasach wawrzynowych - Laurasilva. Po raz kolejny odwiedziliśmy włoską czerwoną Bolonię, oraz podziwialiśmy korsykańskie skały Calanques de Piana.
Na Majorce spacerowałam po górach zachodniego wybrzeża - Serra de Tramuntana, a w Lizbonie zgarnęłam pełen pakiet - klasztor Hieronimitow, Sintra i Mafra.
Wizyta na jarmarku świątecznym też nie rozczarowała - wpadły Katedra w Kolonii, Katedra w Akwizgranie, pałac w Bruhl i rzymski limes.
Jestem bardzo dumna z tego, że w tym roku zdobyłam wreszcie
wszystkie miejsca z polskiej listy Unesco - zamknęłam ją odwiedzinami w Kościele Pokoju w Jaworze.
O Polsce mówiąc -
tym roku jakoś po ojczyźnie dużo nie jeździliśmy. Ale i tak odwiedzaliśmy trochę ciekawych miejsc: wspomniany Jawor i Jelenią Górę, pobliską Jurę z zamkiem w Ogrodzieńcu, Beskid Żywiecki z Solą i Ujsołami, po raz pierwszy żeglowaliśmy po Mazurach na Jezioraku, a także zaliczyliśmy super szybkie odwiedziny w Warszawie u znajomych niewidzianych kilka lat.
Sumarycznie w tym roku byliśmy w
88 miejscowościach.
Wyjątkowo mało w minionym roku chodziliśmy po górach. Byliśmy na 3 bardzo mało wymagających szczytach z
Korony Gór Świata -
Jabal ad-Dukhan w Bahrajnie, nienazwanym
najwyższym punkcie Kuwejtu oraz na
Chemin des Revoires w Monako.
Z polskiej korony nie zaliczyliśmy nic!
Po innych górach też chodziliśmy wyjątkowo mało. Odwiedziliśmy co prawda okolice Pico de Areiro na Maderze i Mutla Ridge w Kuwejcie, ale to by było na tyle.
*
W minionym roku większość kierunków wyjazdów dyktowały nam biegi Rafała i jego starty w ultramaratonach. W tym roku za to kierunki wybieram ja! :)
Na koniec jeszcze dwa słowa - chciałam napisać, że czytam Wasze wpisy podróżnicze, niezmiennie zachwycam się relacjami i odwiedzonymi miejscami i bardzo mi szkoda, że nie mogę zostawić komentarza!
Do usłyszenia przy okazji kolejnej relacji!