Geoblog.pl    marianka    Podróże    Dodo na plaży - Mauritius i trochę Madagaskaru    Życzę Wam pobożnego Thaipoosam Cavadee!
Zwiń mapę
2017
09
lut

Życzę Wam pobożnego Thaipoosam Cavadee!

 
Mauritius
Mauritius, Grand Baie
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 1066 km
 
'Życzymy Wam pobożnego Thaipoosam Cavadee!'
Na takie życzenia natykałyśmy się co krok. Widniały na banerach reklamowych, na ogłoszeniach albo na przystankach.
Miałyśmy szczęście - byłyśmy na Mauritiusie akurat wtedy gdy odbywało się Thaipoosam Cavadee, doroczne hinduskie święto, celebrowane na tej wyspie ze szczególnym oddaniem (zwłaszcza przez społeczność tamilską). To jedno z tych wydarzeń, których tutaj lepiej nie przeoczyć!
Ale o co chodzi?

Społeczeństwo
Trudno było mi uwierzyć, że Mauritius, rajska wyspa na Oceanie Indyjskim z idealnymi warunkami do życia, była pierwotnie niezamieszkana. Dawno temu był tu tylko las hebanowy, ptaki dodo i gigantyczne żółwie. Dopiero potem, w epoce wielkich odkryć dotarli tu kolonizatorzy (Holendrzy, Francuzi i Brytyjczycy), którzy zniszczyli pierwotną roślinność tej wyspy i zjedli dodo i żółwie (do tego jeszcze wrócimy później). Przywieźli też ze sobą wielu ludzi rozmaitych nacji, jako wolnych robotników i niewolników. Dlatego też dzisiejsze maurytyjskie społeczeństwo jest mieszanką chrześcijańskich Europejczyków, Hindusów i Tamili, Kreoli, Chińczyków i Muzułmanów.
Co ciekawe, jako, że nikt z nich nie może powiedzieć, że pierwszy osiedlił się na wyspie i jest jej pierwotnym właścicielem, to wszystkie te nacje, kultury i religie żyją tutaj w pokoju, otwartości i tolerancji, której naprawdę moglibyśmy się uczyć.

Religia
Przy tak olbrzymim zróżnicowaniu etnicznym, maurytyjskie zróżnicowanie religijne nie powinno nikogo dziwić. Cudownym faktem jest to, że wszystkie obecne tu religie koegzystują tutaj harmonijnie, a wolność wyznania zagwarantowana jest w konstytucji. Co więcej, jak z entuzjazmem opowiadał nam napotkany Maurytyjczyk, 'jeśli jedna religia ma tu święto, to wszyscy mają święto'. I faktycznie, w oficjalnym kalendarzu dni wolnych na Mauritiusie znajdziemy zarówno Wszystkich Świętych i Boże Narodzenie, jak i hinduskie Diwali, Chiński Nowy Rok czy muzułmańskie zakończenie Ramadanu.
70% Maurytyjczyków ma pochodzenie z subkontynentu indyjskiego, a większość z nich praktykuje hinduizm stanowiąc 52% społeczeństwa. Dlatego też to hinduskie festiwale religijne są w tym kraju najhuczniej i najliczniej celebrowane.
A najsłynniejszym z nich jest właśnie

Thaipusam Kavadi.
Poświęcone jest ono bogu wojny, Lordowi Muruga, synowi Śiwy i Parwati, który pokonał złe demony, a tego dnia dodatkowo obchodzi swoje urodziny. Jest to święto bardzo radosne, będące wyrazem wdzięczności za miniony dobry rok i prośbą o powodzenie w kolejnym.
Świętowanie zaczyna się 10 dni wcześniej, gdy wyznawcy dbają o oczyszczenie przez rygorystyczny post, pokutę i modlitwę. W dzień głównego święta, wierzący spotykają się nad brzegami rzek lub oceanu, aby dokonać ablucji. Towarzyszą temu modły i śpiew, a także składanie bogu ofiary z owoców, kadzidła, mleka czy masła (!). Po oczyszczeniu, wyznawcy ubierają piękne stroje, głównie w intensywnych odcieniach fuksji i szafranowego żółtego i dołączają do głównej procesji niosącej ozdobne 'łuki' kwiatowe (zwane właśnie 'kavadi') oraz posąg Murugi. Procesje ze wszystkich świątyń hinduistycznych zdążają do jednej z kilku tamilskich świątyń na wyspie (zwanych koyil lub kovil). Jeżdżąc tego dnia po wyspie autem nie trudno natknąć się na korek spowodowany jedną z takich procesji :)

Dookoła Thaipusam narosło też trochę kontrowersji ze względu na tradycyjne samookaleczenie, którego dokonują na sobie wdzięczni pątnicy w czasie procesji. Internet jest pełen krwistych opisów tych obrzędów, a prawda jest taka, że chodzi zwykle o piercing czy wbijanie małych haczyków pod skórę, po czym zwykle po paru tygodniach nie ma nawet śladów. Oczywiście zdarzają i poważniejsze 'ofiary', ale po pierwsze należą one do rzadkości, a po drugie wielu wyznawców wybiera zamiast tego zawiązanie buzi szarfą jako symboliczne zachowanie ciszy w drodze do świątyni.
W samej świątyni jest już czas na świętowanie - są modły i śpiewy, są ofiary składane u stóp bóstw (m.in. i kolczyki i haczyki użyte do umartwień w czasie procesji) oraz wegański świątynny posiłek serwowany przybyłym na liściach bananowców.

Atmosfera jest radosna i przyjazna. Wchodząc do świątyni początkowo miałyśmy obawy, że będziemy świętującym przeszkadzać jako intruzi, ale zostałyśmy bardzo serdecznie zaproszone do przyglądania się uroczystościom, a nawet poczęstowane świątynnymi jabłkami. Z życzeniami pobożnego Thaipusam Kavadi!



 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (34)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (6)
DODAJ KOMENTARZ
zula
zula - 2017-02-26 12:16
Wspaniale,że byliście w ten wyjątkowy dzień.
Dzięki temu i ja jakbym tam była!
 
BPE
BPE - 2017-02-26 12:35
no tak, kolonizatorzy nigdzie nie zrobili nic dobrego .............
 
mamaMa
mamaMa - 2017-03-17 12:33
Czyli coś dobrego z tego pozostało - religijna, harmonijna koegzystecja to już dużo w naszym świecie...czyli da się!
Opisywana przez Ciebie atmosfera przypomina mi Sri Lanke:-)
 
danach
danach - 2017-03-25 23:45
wielokulturowość i wiele wyznań na małej wyspie... można !!!
 
migot
migot - 2017-03-27 10:28
Dużo szczęścia tak trafić na lokalne święto :) Pięknie i kolorowo tam!
 
mirka66
mirka66 - 2017-04-09 09:13
Piekne swiatynie.Super tam byc w ich swieto.
 
 
marianka
Marianka
zwiedziła 29.5% świata (59 państw)
Zasoby: 532 wpisy532 2938 komentarzy2938 9087 zdjęć9087 9 plików multimedialnych9
 
Moje podróżewięcej
22.09.2017 - 24.09.2017
 
 
01.05.2017 - 01.05.2017