Geoblog.pl    marianka    Podróże    W krainie Maurów - Maroko, Algieria, Tunezja i kawałek Andaluzji    Migawki z Tunisu
Zwiń mapę
2012
17
maj

Migawki z Tunisu

 
Tunezja
Tunezja, Tunis
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2901 km
 
Należałyśmy do dwóch odrębnych, całkowicie obcych sobie, odległych światów,
jeden i drugi były dla siebie całkowicie nierealne i niezrozumiałe.
Ale ta wzajemna nieprzenikalność obu tych kosmosów i to zadziwienie,
które zawsze mnie ogarniało, gdy patrzyłam jak ona uparcie dąży swoją drogą,
nie powodowało u mnie poczucia, że świat wypadł z normy(...)
"L’oeil du jour", tunezyjska pisarka Beji Hélé




Tunis przegrywa z masową turystyką popularnych kurortów. Daleko mu do ruchu turystycznego Susy czy Hamametu. W ofercie biur podróży nie może się równać nawet z Dżerbą.
Ale ci, którzy zdecydują się go nie ominąć, nie będą zawiedzeni. Bo Tunis oczarowuje i fascynuje. Nie wiem czy miała na to wpływ niesamowicie spójna mieszanka stylu arabskiego, antycznego i kolonialnego czy otwartość na nowe, którą czuliśmy tu na każdym kroku czy po prostu nasze dobre nastawienie, ale Tunis zmusił nas do zredefiniowania naszych wyobrażeń o Tunezji.

Gdy włóczyliśmy się po ulicach tego miasta, po raz pierwszy dotarła do nas myśl, która wracała do nas przez cały pobyt w Tunezji - niewykorzystany potencjał.
Właściwie można by tak opisać każde miejsce, które tu odwiedziliśmy. Każdy krok utwierdzał nas w przekonaniu, że mimo, że kraj jest już daleko na długiej drodze przemian, to wciąż nie umie zdefiniować swojego miejsca i charakteru, a wielka duma deklarowana przez jego obywateli nie przykrywa całkiem problemów z zauważeniem tego, co na prawdę jest tu piękne.
Zresztą, oceńcie sami.
Zapraszam więc do Tunezji - kraju, po którym (niesprawiedliwie!) najmniej się spodziewałam, a który oferuje największą różnorodność na tak małym terytorium!


1.
Późny wieczór, centrum miasta.
Nieco zmęczeni wysiadamy z auta o algierskich numerach** uśmiechając się jeszcze na wspomnienia o pięknej, azaliowej drodze wiodącej brzegiem Morza Śródziemnego i rybackich łódeczkach w okolicach leniwej Tabarki.
Dookoła panuje cisza, która zupełnie nie pasuje do poznanych do tej pory arabskich miast. Jakoś tak dużo spokojniej, czyściej, brak ruchu. Dwóch mężczyzn na obrzeżach medyny polewa chodniki wodą z węża pod ciśnieniem.
My nerwowo próbujemy dodzwonić się do kogoś, kto miał nas dziś nocować. Z pomocą przychodzą algierscy taksówkarze, ale i oni niewiele mogą wskórać.
Nic nie szkodzi, będziemy dziś spać w hostelu młodzieżowym.
Jeden z polewaczy zgadza się nas do niego zaprowadzić. Podobno mieści się w pięknym, starym, mieszczańskim domu w starej częsci miasta. Kręcimy się po wąskich uliczkach, wciąż nie mogąc wyjść z podziwu dla spokoju otulającego medynę.
W końcu jest! Stajemy przed pięknymi, drewnianymi drzwiami, które kryją za sobą chyba jeszcze piękniejszy dziedziniec i sam hostel.
Nasz polewacz-przewodnik domaga się pieniędzy za pomoc. Właśnie poczuliśmy, że opuściliśmy Algierię.

2.
Inny wieczór, wschodnia część miasta.
Znów robi się późno, a my błądzimy po regularnie układających się ulicach i szukamy Rue de Libye, gdzie mieszka Wajdi, u którego będziemy dziś spać. Mało kto z pytanych wie, o którą ulicę chodzi, ale każdy stara się pomóc jak może. W końcu udaje się ją odnaleźć, malutką uliczkę z willowymi domkami. Przechodzimy ją wzdłuż i wszerz, ale numeru domu Wajdiego jak nie było, tak nie ma. Ludzie nieco zdziwieni mówią, że domu o tym numerze nigdy tu nie było.
Po raz któryś tego wieczoru dzwonimy do Wajdiego, który kolejny raz podaje nam swój adres. Wszystko się zgadza. Poza numerem.
Dopiero gdy dodamy, że jesteśmy blisko Muzeum Bardo, Wajdi łapie się za głowę i każe nam szybko wsiąść w taksówkę i pojechać na drugą stronę miasta.
Tam cały spektakl się powtarza - znów nie możemy znaleźć ulicy, znów spotkani ludzie nie do końca wiedzą gdzie ona jest, mijamy ulicę Iraku, Pakistanu, Iranu, Kuwejtu, Wielką Synagogę Tunisu (otoczoną kordonem policji i zasiekami od czasu zamachu na inną tunezyjską synagogę), aż w końcu wreszcie znajdujemy Rue de la Libye i dom Wajdiego.
Różnica dwóch literek w nazwie, dwie godziny poszukiwań i bezcenna mina naszego gospodarza, gdy próbował wymyślić dobry powód na to, aby w jednym mieście nazwać tak samo dwie ulice;)

3.
Rano jest tu podobnie spokojne jak i było wczoraj wieczorem. Słońce jeszcze nie zdążyło porządnie się rozgrzać, więc wciąż jest rześko gdy powoli zaczynamy się włóczyć ulicami medyny Tunisu. Im słońce jest wyżej, tym bielsze wydają się jasne ściany domów i tym silniej odcina się na nich mocna zieleń liści i kolory kwiatów. Kompozycja białych ulic, kremowych chodników i majowego nieba wygląda niezwykle estetycznie.
Do tego wszystko wydaje się tu tak schludne i czyste!
Na zamiecionych chodnikach nie ma śmieci, małe okna mają czyste szyby, a przepięknie zdobione drzwi zdają być myte co tydzień. Czy naprawdę jesteśmy w kraju arabskim?

Włócząc się labiryntem uliczek i podziwiając piękne zachowane mieszczańskie domy (jak te najsłynniejsze Dar El Jeld oraz Diwan) ledwo jesteśmy w stanie uwierzyć, że jeszcze 20 lat wcale nie było tak pięknie i czysto. Mimo, iż sama medyna została wpisana na listę UNESCO jeszcze w 1979 roku, nie sprawiło to, że komukolwiek chciało się nią zająć. A była w tragicznym stanie - dosłownie chyliła się ku upadkowi. Ale z początkiem lat '90 zaczęła wracać moda na to, co stare i powoli zaczęto prace nad zmartwychwstaniem medyny.
Ktoś kupił i wyremontował dom, ktoś naprawił chodnik, ktoś założył galerię sztuki, a inny kawiarnię. Medyna odzyskała blask i kolor.

4.
Więcej życia było w samym centrum - w pobliżu meczetu Ez-Zitouna, głównej świątyni miasta. Niekiedy mówi się o nim Meczet Drzewka Oliwnego na pamiątkę stareńkiego drzewka, które stało tu od nie wiadomo kiedy. Albo na pamiątkę świętej Oliwy, patronki chrześcijańskiego kościoła, który wedle tradycji sąsiadował z meczetem. Sama święta miała zostać porwana do Tunisu przez muzułmanów, gdzie mimo opresji nawracała ludzi i czyniła cuda (choć i tak nie pomogło jej to w uniknięciu tortur i śmierci).
Meczet ten od wieków (a dokładniej od roku 698) był centrum życia miasta i chwali się tym, że podobno od założenia nigdy nie przerwano tu modlitw - ani podczas okupacji hiszpańskiej ani podczas kolonizacji francuskiej ani podczas II WŚ.

Zjeżdżają się tu wybitni mufti i imamowie, a w okół świątyni położone są liczne medresy, gdzie wciąż można zobaczyć dyskutujących uczniów w mundurkach. Chyba najsłynniejszą z nich jest medresa El Mouradia z perystylowym dziedzińcem, choć warto zwrócic uwagę na wciąż czynną medresę En-Nakhla czy medresę Slimania upamiętniającą tragicznie zmarłego (otrutego przez własnego brata) księcia Sulejmana.

W okół meczetu tętni jednak nie tylko życie duchowe. Pełno tu gwarnych suków, ułożonych w swoistej hierarchii - te ważniejsze (czystsze, dostojniejsze i... nie zanieczyszczające wody) były bliżej meczetu (np. złotnicze), a te mniej reprezentacyjne jak rzeźnicze czy garbarskie znajdowały się znacznie dalej.

Wbrew chaosowi, który wydaje się tu panować, sprzedaż była bardzo uporządkowana - szeszije czyli tradycyjne męskie nakrycia głowy (cynobrowe czapeczki trochę podobne do tureckich fezów), zioła czy dywany mogły być sprzedawane tylko w określonym miejscu!

Dziś, gdy znajdziemy się w wąskich, zadaszowych alejkach suków natychmiast zostaniemy otoczeni przez hałas, wesokie pokrzykiwania i przede wszystkim, nachalnych sprzedawców. Znów ktoś nas próbuje naciągnąć i oszukać przy kupnie soku, ktoś prowadzi nie wiadomo gdzie i próbuje wcisnąć swoje towary albo wyciągnąć pieniądze przy pierwszej lepszej okazji. Mamy trochę wrażenie powrotu do Maroka i tego, że nie znajdziemy tu nikogo chętnego na bezinteresowną pogawędkę. Tymczasem wystarczy jeden krok poza strefę czysto turystyczną i...

5.
Teraz to już na pewno się pogubiliśmy.
Czy to był ten autobus? Ten przystanek? A może powinniśmy wrócić z powrotem do centrum i spróbować tego śmiesznego pociągu podmiejskiego, który nazywa się tu metrem?

Zastanawialiśmy się nad tym wystarczająco długo, żebym, jak to ja, zaczęła się nieco irytować. O tym, gdzie próbowaliśmy się dostać będzie kiedy indziej, bo teraz ważne było co innego - jedno pytanie, nieco zagubiony wygląd czy nerwowe przeglądanie przewodnika, w którym brak mapy obrzeży miasta, aby zostać otoczonym bezinteresowną i szczerą pomocą. Ktoś pokazał nam drogę, ktoś zadzwonił do znajomego z pytaniem o wskazówki, ktoś polecił lepszy sposób komunikacji, a jeszcze kto inny pomógł wybrać najlepsze i nie takie drogie danie.
Nie zdażyło się to raz - na pomoc i rady Tunezyjczyków naprawdę zawsze można było liczyć.
Pod jednym warunkiem. Że jest się z dala od centrów turystycznych!

6.
Wiosną minął rok od obalenia Ben Alego.
Minęła duma z bycia pierwszym krajem Arabskiej Wiosny, który pozbył się dyktatorskiej władzy, powróciły codzienne problemy. Kto dziś pamięta, że dużo głośniejsze przewroty w Egipcie i Libii brały przykład właśnie stąd?

Dziś jest tu spokojnie, życie biegnie zwykłym torem, a jedyne niepokoje, to te chwile, które sprawiają, że codzienna rutyna nie jest aż tak nudna.
Czy rewolucja była potrzebna?

Ludzie chyba sami jeszcze nie wiedzą. Cieszą się, że nie ma poprzedniego prezydenta, Ben Alego, który od ponad dwudziestu lat krzewił kult własny i liczby 7 (!), ale nikt jeszcze nie umie ocenić czy zmiany wyjdą państwu na dobre. Wszyscy narzekają na spadek ruchu turystycznego, który widoczny jest w każdym zakątku kraju, choć mało kto życzyłby sobie cofnięcia czasu.

W ruchliwej stolicy o burzliwych wydarzeniach sprzed roku przypominają zasieki, druty kolczaste i patrole policji wokół wszystkich administracyjnych instytucji, np. ratusza, pałacu beja czyli obecnej siedziby premiera czy ministerstwa finansów przy wielkim place de la Kasbah. Dziś jest to zresztą najbardziej elitarna część medyny, położona w miejscu starej kasby. Niewiele zachowało się ze średniowiecznej cytadeli, za to znajdziemy tu piękny turecki turbet i meczet kasby z najwyższym minaretem w mieście. I masę tunezyjskich, łopoczących na wietrze, flag.

7.
Ville Nouvelle jest zupełnie inna niż medyna Tunisu, choć obie dzielnice łączy elegancja (i brama Bab El Bhar;)).
Osią tej części miasta jest śródziemnomorska w charakterze Aleja Bourghiby.

Lepiej szybko przyzwyczaić się do tego nazwiska, bo znaczy ono w tym kraju wiele. Nosił je chyba najbardziej zasłużony dla niepodległości państwa Tunezyjczyk - Habib Bourghiba, absolwent Sorbony, założyciel przedwojennej partii politycznej sprzeciwiającej się francuskiej okupacji, wieloletni wygnaniec z kraju i długoletni prezydent.

Jakby na ironię, przy alei jego imienia stoi główna pamiątka po czasach francuskich - piękna, lekko bizantyjska i gotycka w charakterze, katedra św. Wincentego à Paulo. Po drugiej stronie za to mieści się jeden z ładniejszych budynków w mieście Teatr Miejski (podobno najlepiej byłoby się wybrać tam własnie teraz, bo w listopadzie odbywa sie tu festiwal teatralny), a kawałek dalej obelisk z brązu, który wygląda jak mniejsza, tunezyjska wersja londyńskiego Bin Bena.

8.
- Och, jaka szkoda, że przyszliście tu dziś.
Od jutra otwieramy nową część, z nowymi wnętrzami, z bogatszą kolekcją, z jeszcze piękniejszymi eksponatami.

Skąd jesteście z Polski? Nie miałam jeszcze żadnych turystów z Polski.
Naprawdę tak wiele Was tu przyjeżdża? To chyba nie do Tunisu.
Ooo, proszę, pierwszy raz ktoś to potrafił przeczytać i przetłumaczyć po łacinie. Macie to w szkole?


Tak świergotała zabawna i przejęta Aziza, nasza przewodniczka po Muzeum Bardo. My nie mogliśmy nadziwić się, że dostaliśmy przewodnika po angielsku za darmo, tylko dla naszej dwójki, a ona nie mogła nie pokazać trochę dumy, że Tunis ma takie piękne i nowoczesne muzeum.

Stary pałac, nowy budynek - tak w skrócie można je opisać.
Położone w dawnym pałacu, wciąż prezentuje jego cudowne wnętrza. Choć wcale nie są one tym, dla czego warto tu przyjść. W nowej części (głównie) bowiem znajduje się jedna z najwspanialszych na świecie kolekcji rzymskich mozaik. Zaczęto je gromadzić pod koniec XIX w., aby uchronić kraj przed totalnym rozszabrowaniem jego dziedzictwa narodowego i do dziś kolekcja wciąż jest powiększana. Naprawdę, nie wiem czy gdziekolwiek widziałam podobne wspaniałości - mozaikowe dywany, ściany, historie i opowieści, a nawet przeniesioną w całości wczesnochrześcijańską chrzcielnicę.
Jeśli Aziza miała rację, że to co widzieliśmy to zaledwie część tego, co jest tam wystawione teraz, to każdy wielbiciel mozaik powinien już pakować walizkę na wycieczkę do Tunisu!

9.
Między zadbaną medyną, a nowoczesnym muzeum Bardo jest ta część Tunisu, która normalnie nie przyciąga zbytniej uwagi przyjezdnych, a życie toczy się w niej prawie niezmienione od wieków. Gdyby nie umieszczone co chwilę szyldy 'publinet', chyba czulibyśmy się tam, jak przeniesieni kilka dobrych lat wstecz.
Miauczące koty, biegające dzieciaki, staruszek o lasce w szesziji na głowie i świeże kawałki kokosa ze straganu. Muezzin nawołuje do modlitwy, ktoś leniwie reperuje auto, a w tle majaczą gdzieś resztki rzymskiego akweduktu. Rano pachnie tu kawą, a wieczorem sziszą. Niekończąca się opowieść o prozie życia - codzienność w Tunisie.


**
- Opuścić Algierię możecie na różne sposoby, ale nie ma lepszego niż nielegalna taksówka - na nasze pytanie odpowiedział Ramy, nasz host z Konstantyny.
- Nielegalna taksówka? Do Tunisu??!!
Mimo, że brzmi to absurdalnie, ale Ramy miał rację. Trudno byłoby nam znaleźć szybszy, tańszy i jednocześnie skuteczniejszy środek transportu. Nazwa tej instytucji brzmi nieco tajemniczo i przygodowo, ale prawda jest znacznie bardziej banalna - nielegalna taksówka to po prostu wujek/sąsiad/znajomy, który ma czas i samochód i zgadza się przewieźć kogoś za granicę. Nielegalna, bo niezarejestrowana (co w kraju tak zbiurokratyzowanym jak Algieria zakrawa prawie o anarchię;)), taksówka, bo przewóz odbywa się za opłatą.
Opłata jest nie tak wielka jak można by się spodziewać po prywatnym przewoźniku, jednak gdy zobaczyliśmy na granicy jakie rozmiary przyjmuje to zjawisko (dziesiątki mężczyzn przekraczających granicę tak często, że brak było miejsca na kolejne pieczątki w ich paszportach), nasze wątpliwości odnośnie opłacalności tego procederu natychmiast się rozwiały.


Informator:
* Kurs walut: 1 dinar (DN) to ok. 2 zł.
* Na liście UNESCO - medyna ('Medyna w Tunisie').
* Niewierni nie mogą wejść do środka meczetu. Wolno im jedynie przejść się po dziedzińcu Ez-Zitouna.
* Metro (a właściwie po prostu tramwaj) w Tunisie jeździ w kółko i gdy czeka się na ostatnią stację można skończyć (jak nieuważna autorka tego wpisu) jeżdżąc w kółko!

Ceny:
* wstęp do medresy El Mouradia - darmowy.
* nocleg w schronisku młodzieżowym położonym w medynie w pokoju niekoedukacyjnym - 10 DN.
* nocleg w schronisku młodzieżowym położonym w medynie w pokoju koedukacyjnym - 16 DN.
* szklanka soku pomarańczowego - 2.5 albo 3 DN.
* sycący obiad w lokalnej jadłodajni - 3.5 DN.
* przejazd tramwajem - 0.65 DN.
* bilet do Muzeum Bardo - 4 DN.
* krótki przejazd taksówką z taksometrem o poranku - 1.6 DN.

Przydatne pojęcia:
* Mufti - znawca prawa islamskiego.
* Imam - duchowny islamski, a także teolog i uczony.
* Medyna - najstarsza część arabskich miast, zwykle z zachowaną średniowieczną architekturą, wąskimi, krętymi uliczkami i zaułkami, w których łatwo się pogubić.
* Suk - targ, bazar położony w wąskich uliczkach, często z krytym dachem.
* Medresa - szkoła poświęcona nauce Koranu i Islamu (dziś jest czymś w rodzaju naszych 'szkółek niedzielnych').
* Kasba - dawna ufortyfikowana część miasta albo forteca, dziś zwykle dzielnica podobna do medyny.
* Turbet - tureckie mauzoleum.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (30)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (10)
DODAJ KOMENTARZ
ciesielka
ciesielka - 2012-10-22 23:10
Marysiu, Ty to masz dar do pisania. Zazdroszczę tego prawie tak mocno jak zazdroszczę Twoich podróży ;-)
 
BoRa
BoRa - 2012-10-22 23:20
Jakże cudowny i spokojny opis Tunisu. Z przyjemnością przypomniałam sobie upalne wakacje 2004. Mnie Tunis kojarzy sie z gwarem, tłumami turystów, a Kartagina i muzeum Bardo przede wszystkim z upałem. Zwiedzanie przy ponad 40 stopniowym upale nie należy do przyjemnych.
Jednak maj jest zdecydowanie lepszy do zwiedzania tego regionu.
 
mirka66
mirka66 - 2012-10-23 06:41
Piekny opis.
Uwielbiam ich te bialo- niebieskie domy.Piekne zdjecia.
 
rav
rav - 2012-10-23 08:49
jakie ładne mozaiki!

* Kurs walut: 1 dinar (DN) ? ;-)))))
 
marianka
marianka - 2012-10-23 12:37
Rav: już poprawione;) A robiąc zdjęcia mozaikom, wiedziałam, że będziesz ich amatorem;)

BoRa: taki właśnie był 'nasz' Tunis (no może z wyjątkiem tych bardzo bardzo turystycznych miejsc w okolicach głównego meczetu). Zdecydowanie maj to była świetna pora na wyjazd w tamte strony;)

Ciesielka
 
stock
stock - 2012-10-23 18:33
Jak zwykle świetny opis.
 
marianka
marianka - 2012-10-23 18:52
Obcięło mi komentarz;)
Miało być:
Ciesielka i Mirka (i stock;)): dziękuję!
 
genek
genek - 2012-10-23 20:50
e tam opis - opis jak opis wiadome marianka i wszystko jasne. Mnie tam uwage zwrocil nowy awatar. marianka jeszcze piekniejsza - to jest nowa wartosc i to budzi zachwyt!!!
 
zula
zula - 2012-10-28 17:25
To wspaniałych treści w tej podróży dodano fantastyczne zdjęcia - dużo zdjęć i za to bardzo dziękuję ! .
Marianko - zdjęcie z aparatem w dłoni - przepiękne .
 
tealover
tealover - 2012-11-01 18:34
ja mam na tyle niemiłe doświadczenia z ludźmi z Tunezji, że chyba nigdy ten kraj mnie nie przekona do siebie...najgroszy typ Arabów, z jakimi przyszło mi współpracować
 
 
marianka
Marianka
zwiedziła 32% świata (64 państwa)
Zasoby: 566 wpisów566 3182 komentarze3182 10373 zdjęcia10373 10 plików multimedialnych10
 
Moje podróżewięcej
13.04.2018 - 21.05.2018
 
 
26.02.2018 - 26.02.2018
 
 
12.01.2018 - 15.01.2018