Geoblog.pl    marianka    Podróże    Śladami Cesarza - w Etiopii    Wokół indżery
Zwiń mapę
2014
15
sty

Wokół indżery

 
Etiopia
Etiopia, Addis Ababa
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2775 km
 
Do tej pory zastanawiam się czy etiopska kuchnia w tej wersji najbardziej autentycznej - jedzonej rękami, zgarbionej na malutkich krzesełkach, w niezbyt sterylnej restauracyjce przy drodze, wśród pyłu i gorąca - czy gdziekolwiek indziej mogłaby tak dobrze smakować?
Albo raczej - czy gdziekolwiek indziej smakowałaby nam w ogóle?

Im dłużej o tym myślę, tym większe mam wątpliwości, że w ogóle kiedykolwiek jeszcze tknęłabym indżery, która wtedy tak nam smakowała! To etiopskie płaskie i gąbczaste pieczywo jest zrobione ze sfermentowanego zboża teffu i właśnie dzięki temu składnikowi ma bardzo specyficzny smak, taki typu 'kochasz albo nienawidzisz'. Indżerę podaje się do wszystkiego (najczęściej jako 'talerz', którego kawałki się urywa ręką, koniecznie prawą!! i zjada z resztą posiłku) i jest absolutną podstawą etiopskich smaków. To dookoła niej, dosłownie i w przenośni, kręci się cały etiopski kulinarny świat.

*

W Etiopii posiłki mają swój stały rytm. Najbardziej czuć to było podczas podróży autobusem, gdy zawsze śniadanie, lancz i wieczorny posiłek musiały odbyć się o tej samej porze, choćby się waliło i paliło.

Zaczynając tradycyjnie, od śniadania, ok. 8:30, na etiopskim stole moglibyśmy znaleźć:
* enkulal tips czyli coś w stylu jajecznicy ze sporą ilością zielonych, ostrych papryczek oraz, w dni wolne od postu (czyli inne niż środa i piątek), kawałków mięsa;
* indżerę fir fir, czyli kawałki indżery namoczone w sosie wat, jedzonych z... indżerą;
* ful czyli pikantną pastę z fasoli i masła;
* w Hararze: chleb malewa czyli coś w stylu płaskiego naleśnika, w towarzystwie miodu i masła (rzeczywiście dość podobne śniadanie do tych, które jedliśmy w Maroku);
* rozmaite omlety albo kanapkę z jajkiem czyli właśnie bułę z omletem;
* nieco pączkowate wypieki (mniej słodkie, za to też smażone na głębokim tłuszczu);
* etiopski hotelowy standard obejmuje natomiast białe pieczywo, masło orzechowe/marmoladę, małe, 'perłowe' jajko i banana;

Późniejsze posiłki, czyli lancz (obowiązkowo koło 12) i wieczorny obiad, w głównej mierze składają się z połączenia indżery i mięsa (lub warzyw w dni postne), zwykle z dodatkiem ostrych przypraw:
* kitfo, czyli nasze numer jeden! Doskonale doprawione mielone mięso w towarzystwie indżery i ew. pasty z ciecierzycy albo kapusty. Warto pamiętać, że Etiopczycy zwykle jedzą kitfo w postaci surowej, dlatego koniecznie trzeba poprosić w restauracji o ugotowaną wersję tego dania;
* tibs czyli grillowane/smażone kawałki mięsa;
* wersja postna czyli indżera z sosem pomidorowym/guacamole albo shuro czyli pasta z ciecierzycy;
* przeróżne rodzaje gulaszów (oczywiście na indżerze), czyli wat: Doro-wat (kurczak), Yebeg-wat (baranina) itd.;
Co ciekawe, kurczak był zwykle najdroższym mięsem w menu. Zdecydowanie najpopularniejsza była wołowina. Często też jada się baraninę i koźlinę, czasem ryby, natomiast wieprzowiny praktycznie w ogóle.

Ze względu na okupację włoską, w Etiopii bardzo zadomowiły się flagowe włoskie dania, czyli spaghetti i pizza. Oczywiście różnią się nieco od tych dań, których spróbowalibyśmy we Włoszech;)
Makaron dostaniemy praktycznie tylko w dwóch wersjach: z sosem pomidorowym albo mięsnym (zwykle mocno przyprawionym). Natomiast pizza stała się w Etiopii przedziwnym tworem, bo zdarza się, że zawiera dosłownie wszystko (mięso, tuńczyka, kukurydzę, jajko, marchewkę...).

Kluczem do niezwykłego smaku tutejszych potraw jest bogactwo przypraw (zwykle bardzo ostrych, co w tym klimacie jest chyba koniecznością). Do najsłynniejszych zalicza się czerwoną, paprykową berberę albo podobną jej, aczkolwiek ostrzejszą mitmitę. Do potraw dodaje się też często shiro, pochodzące ze zmielonej ciecierzycy albo korerimę czyli przyprawę z kardamonu.

A co gdy głód chwyci nas nagle? Wtedy najpewniej skusimy się na:
* smażone na głębokim tłuszczu malutkie placuszki ziemniaczane z Hararu;
* proste biszkoptowe ciasto, dostępne chyba w każdej kawiarni;
* trzcinę cukrową - szaleństwo trzciny cukrowej da się odczuć zwłaszcza w podróży, gdy do autobusów wsiadają ludzie zaopatrzeni w olbrzymie pęki trzciny cukrowej, którą żują godzinami. No, chyba, że akurat raczą się czatem.
* prażone ziarna jęczmienia albo kukurydzy.

Trzeba pamiętać też, że Etiopia to kraj wspaniałych owoców, które rosną tam przez cały rok. Banany, papaje, mango, ananasy, awokado, arbuzy, kumkwat, guanabana (vel Flaszowiec miękkociernisty:))... a wszystko to pieczołowicie i pięknie poukładane na prostych straganach. Albo za grosze wyciskane prosto do szklanek!
Nic dziwnego, że przejeżdżając przez wsie, autobusy zatrzymują się, aby podróżni mogli kupić od miejscowych najlepsze owoce, zerwane prosto z drzew. Raj.

Ale gdyby owocowy deser nam nie wystarczył (co chyba w Etiopii rzadko się zdarzy;)), w Hararze znajdziemy odpowiedź na nasze potrzeby. Sprzedaje się tu bowiem na stoiskach ulicznych pyszne naleśniki z twarogiem i orzechami, obficie polane słodkim syropem.

Gdy jesteśmy spragnieni, posiłek popijamy etiopskim piwem: flagowym St. George, Meta premium, Amber (chłopaki mówią, że smakuje jak słaby Pilzner) albo Hakim, jeśli akurat jesteśmy w muzułmańskim (sic!) Hararze. Piwo rzeczywiście pije się tu wszędzie. Nawet w dzikim Omo robi się je z ziaren sorgo.
Z kolei z Haharu pochodzi malt Harar Sofi czyli bezalkoholowy napój ze słodu, doskonale gaszący pragnienie.
Są też oczywiście etiopskie wina, np. Gouder. Zamawiając, zwykle zostaniemy zapytani czy chcemy lokalne czy na to eksport i radzę wybrać to drugie (choć niestety jeszcze nie są to zbyt dobre wina).
Jeśli jednak chcecie napić się czegoś typowo etiopskiego, to z pewnością będzie to tedż. Jest to alkoholowy napój/wino ze sfermentowanego miodu. Powstaje w kilka dni i naprawdę jest pyszny, orzeźwiający i słodkawy. Nie dajcie się jednak zwieść, to prawdziwy killer - jest bardzo mocno alkoholowy, czego kompletnie po słodkim smaku nie czuć. Byliśmy mocno zdziwieni naszym chwiejnym chodem po drugiej butelce;)

Z napojów bezalkoholowych, to oczywiście króluje tu woda. Warto zwrócić uwagę, że nawet Etiopczycy w najbiedniejszych rejonach nie piją nieprzegotowanej wody. Natomiast butelkowana woda w sklepach posiada dodatkowe, plastikowe zabezpieczenie, aby dać pewność, że na pewno nie była otwierana.
Rano w kawiarniach dostać też można słodką herbatę (co dziwne, w godzinach wieczornych w restauracjach nie dostaniemy już nic ciepłego do picia!). Zastanawialiśmy się też długo do czego służą spore i naprawdę dobrze wyglądające ekspresy do kawy, które znajdują się w prawie każdej, lepszej kawiarni. W końcu kawę raczej pije się tu parzoną tradycyjnie. Otóż służy on albo do podawania espresso macchiato, które mocno się tu zadomowiło po pobycie Włochów, albo do... spieniania herbaty! Naprawdę, herbatę podaje się tu z obowiązkową pianką;)

No a co z kawą?
Nie można absolutnie zapomnieć o tym najbardziej etiopskim napoju. Podawana na każdym rogu, w obskurnej przydomowej knajpce, składającej się z dwóch krzesełek i paleniska po ekskluzywną kawiarnię w hotelu Hilton.
Prawdziwa kawa po etiopsku jest długo parzona w tradycyjnym dzbanku, a jej aromat często wzbogaca gałązka dobrze nam znanej ruty (zwanej tutaj zdrowiem Adama) włożonej do filiżanki. Często do kawy podaje się też... popkorn!
Nawet samo podanie kawy jest ważne. Zwykle nawet tacka z dzbankiem i filiżankami była udekorowana kwiatami!
Trudno się nie zakochać;)

*

Tym sposobem żegnam się już z Etiopią. Czy tam wrócę, tego nie wiem, choć myślę, że nieprędko.
Ale do wspomnień i zdjęć na pewno będę wracać z przyjemnością.
A tymczasem, do przeczytania już niedługo!
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (44)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (5)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2014-08-10 19:51
no tak....musiał pojawić się Twój ulubiony temat - ja nie mam tyle odwagi, aby smakować wszystkich lokalnych specjałów .......
 
zula
zula - 2014-08-11 09:06
W tym finałowym rozdziale jest barwnie...smacznie i różnorodnie.
Marianko dziękuję za opis wędrówki i zdjęcia -poznałam dzięki Tobie kraj daleki i niebezpieczny.
 
coati
coati - 2014-08-11 10:08
mniam mniam...;)
 
stock
stock - 2014-08-11 20:00
Opis i zdjęcia sprawiają, że cieknie ślina. Brawo!
 
marianka
marianka - 2014-08-15 08:07
Dzieki;) etiopska kuchnia, mimo nie zawsze super sterylnych bardzo nam wtedy smakowala. Wiec jej próbowanie właściwie żadnej odwagi nie wymagało;) sama nie wiem czy bylabym w stanie zjeść cos lokalnego, naprawde hardkorowego;)
 
 
marianka
Marianka
zwiedziła 32.5% świata (65 państw)
Zasoby: 588 wpisów588 3327 komentarzy3327 11077 zdjęć11077 25 plików multimedialnych25
 
Moje podróżewięcej
31.03.2016 - 19.10.2018
 
 
03.10.2017 - 31.10.2017
 
 
13.04.2018 - 26.05.2018